poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Zawód miłosny... na chłodno

Oj gdyby ten post pojawił się w piątek...

Kolejny raz potwierdza się teza, że z każdym ważniejszym tekstem (a poważnie podchodzę do tego co tu zamieszczam) należy się przespać (jakkolwiek dwuznacznie to brzmi).

Co się stało? Otóż będąc w piątek na treningu w mojej, do piątku, ulubionej siłowni w rodzinnym mieście, zostałam poinformowana, że moja dwumiesięczna córka nie może mi towarzyszyć. Motywowano to względami bezpieczeństwa. Ali i innych użytkowników siłowni. Pragnę zaznaczyć, że: a) mimo, że Alina jest najwspanialszym i najzdolniejszym dzieckiem na świecie, w wieku 2 miesięcy jeszcze ani nie raczkuje ani nie chodzi, b) nakarmiona, przewinięta i śpiąca obok mnie w foteliku samochodowym mogłaby zostać wzięta za wyposażenie lokalu, c) regulamin obiektu nie wspomina NIC o zakazie przebywania dzieci na jego terenie... Przynajmniej jeszcze minutę temu nie wspominał.

To przykre, że w niektórych klubach ćwiczącym bez przeszkód mogą towarzyszyć ich pupile, np. owczarki niemieckie, a w niektórych, nie mniej inwazyjne dzieci, nie są mile widziane...

Zaraz pewnie odezwą się głosy "No taaak... Ale gdyby wszyscy zaczęli przychodzić ze swoimi pociechami na siłownie..."

A ja na to powiem: "Niech zaczną!" Może właściciele siłowni wprowadzą wówczas jakieś udogodnienia dla rodziców i dzieci - stojaki do fotelików, godziny z odrobinę cichszą muzyką, przewijaki w szatniach... Niby nic wielkiego, a sprawiłoby, że byłoby łatwiej. Łatwiej wyjść z domu, łatwiej funkcjonować na siłowni. My z Alą o to nie zabiegamy, jesteśmy twardym duetem. Obchodzimy się bez tych bonusów. Bo to nie problem przewinąć czy nakarmić malucha na ławce, postawić fotelik na wykładzinie czy (tu piszę, mam nadzieję, w imieniu Ali) spać przy głośnej muzyce stojąc w foteliku na podłodze koło mamy czy taty.

Bo prawie zawsze "chcieć to móc!", prawda?

Tylko, że z tym "prawie" jest jak jest...

Ola


4 komentarze:

  1. Siłownia to zdecydowanie nie jest miejsce dla dzieci. Zgadzam się z tymi wszystkimi zakazami, nakazami, obostrzeniami. Troszkę pokory w lansowaniu początków macierzyństwa jako stanu całkiem normalnego w momencie w którym stan ten całkiem normalnym nie jest. Są siłownie, które posiadają tzw. 'kącik dla dzieci' również obostrzony regulaminem, dziecko musi spełniać kryterium wieku i przede wszystkim samodzielnie załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne, zatem niemowlę w pieluszkach nie wpasowuje się w standardy. Cieszę się, że są jeszcze miejsca, siłownie, kluby gdzie jest zakaz przebywania z dziećmi, gdzie nie drażnią matki karmiące piersią w miejscach publicznych, gdzie nie słychać płaczu, krzyku... gdzie kobieta może poczuć się kobieca i wolna... Sama jestem matką. Spełnioną. Szczęśliwą. Wolną.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z przedmówczynią. W stu procentach się zgadzam.
    Pozdrawiam Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziewczyny, wielka szkoda, że takie słowa padają z ust kobiet i jak się okazuje również matek (spełnionych, szczęśliwych i wolnych - gratuluję!) Myślę jednak, że w związku z Waszymi poglądami nie spotkamy się nigdy na wspólnym treningu pod dachem, bo dla mnie "zakazy, nakazy i obostrzenia" powodują, że początek macierzyńsktwa który dla mnie i mam nadzieję dla wielu JEST całkiem normalnym stanem, zamyka młode, zdrowe i zdeterminowane kobiety w domu przed TV z Ewą Chodakowską (którą serdecznie pozdrawiam, bo robi wiele dobrego!!) i izoluje, co dla mnie jest nie do pomyślenia i ZDECYDOWANIE takie siłownie będę bojkotowała. Pozdrawiam - matka karmiąca piersią w miejscach publicznych (być może drażniąca, ale co mi tam!) - Ola

    OdpowiedzUsuń
  4. Zupełnie nie rozumiem o co chodzi z tą pokorą "w lansowaniu początków macierzyństwa jako stanu całkiem normalnego w momencie w którym stan ten całkiem normalnym nie jest" w sytuacji, w której ze wcześniejszym postów współautorki bloga wynika, że nie wszystkie ćwiczenia są wskazane dla konkretnej osoby w jej indywidualnej sytuacji po porodzie (http://biegaczki.blogspot.com/2015/03/trening-biegowy-z-dzieckiem.html) . Ponadto nie rozumiem jak się ma istnienie siłowni "gdzie jest zakaz przebywania z dziećmi, gdzie nie drażnią matki karmiące piersią w miejscach publicznych, gdzie nie słychać płaczu, krzyku" do poczucia wolności i kobiecości. Na koniec, chcąc być uszczypliwym wskażę, że w 99% przypadków dziecko, nawet takie najmniejsze zaraz po urodzeniu, samodzielnie załatwia swoje potrzeby fizjologiczne. Również takie chodzące w pieluszkach.

    OdpowiedzUsuń

Co Ty na to? Podziel się z nami!