czwartek, 12 marca 2015

O przedłużającym się roztrenowaniu


Po maratonie poznańskim (w październiku zeszłego roku) postanowiłam wraz z roztrenowaniem fizycznym odetchnąć także psychicznie od biegania. Po intensywnym sezonie biegowym – bardzo satysfakcjonującym – potrzebowałam trochę od biegania uciec. Głównie głową. Nie byłam zmęczona fizycznie, wręcz przeciwnie – ochota na ruch rosła wraz z każdym pokonanym kilometrem. A im bardziej scenerią były góry i lasy, tym lepiej się czułam. Ale w pewnym momencie ogarnianie tej całej logistyki dojazdu na zawody i mobilizacji treningowej zmęczyło moją głowę. Dlatego po październikowym starcie w maratonie, który był ostatnim z zaplanowanych biegów, odpuściłam sobie zarówno treningi jak i blogowanie. A że sezon zakończyłam w barwach Pink Power, wygrywając parę butów, byłam naprawdę usatysfakcjonowana i spełniona biegowo!


Moje barwy biegowe :)

Moje myśli zaprzątał też pewien mały biegacz… zmuszany do biegania, gdyż nikt go nie pytał, czy chce, ale po jego zachowaniu oceniałam, że całkiem mu się to podoba i jak najbardziej służy. W końcu nie każdy ma okazję być finiszerem dwóch maratonów w kategorii…. prenatalnej! Niektórych w bieganiu stopuje kontuzja, innych ciąża. Jestem zdecydowanie zwolenniczką tego drugiego rozwiązania. Jak już pisałam, do Biegaczek w czerwcu dołączy kolejny mały biegacz. W grupie raźniej, więc na pewno dużo we czwórkę będziemy trenowali.



Pani Maria to najlepszy dowód na to, że bieg to zdrowie!
Moje roztrenowanie idealnie zbiegło się z końcem pierwszego trymestru ciąży, więc dobrze się złożyło i szczęśliwie przebrnęliśmy ten najbardziej newralgiczny okres, zaliczając w tym czasie dwa maratony (Forest Run na dystansie 44 km i Maraton Poznański). Uważam, że na moje dobre samopoczucie i całkowity brak dolegliwości ciążowych ogromny wpływ miało właśnie bieganie. I ma nadal! 


Zakończenie sezonu 2014 - Bieg Sylwestrowy
Zasada, że ruch to zdrowie ma zastosowanie do każdego, w tym do biegających przyszłych mam. Tym z Was, które biegają i znają swój organizm, potrafią go słuchać i nie robią nic wbrew sobie, będę polecała kontynuowanie biegania. Ja sama, oprócz listopadowego roztrenowania, nie przestałam trenować. Inne to treningi, krótsze i mniej intensywne, ale pozwalające utrzymać kondycję i kontynuować pasję.


Jak wygląda takie bieganie ze współlokatorem? Zimowe miesiące bardziej sprzyjały bieganiu na bieżni niż w terenie, więc większość treningów w ciągu tygodnia robiłam właśnie tam. Zmieniło się to, że potrzebuję teraz więcej czasu na rozgrzewkę i poświęcałam na nią nawet 25 min (na bieżni) i teraz kiedy biegam już w terenie – ok 5 km. Po tym czasie mój oddech i tętno stabilizują się i mogę wejść na wyższe obroty. Które siłą rzeczy są niższe niż wcześniej, ale nie ma co przesadzać – na kolejny start z prawdziwego zdarzenia muszę poczekać jeszcze przynajmniej pół roku, więc moim celem teraz jest utrzymanie jak najlepszej formy fizycznej. I start w półmaratonie poznańskim w kwietniu. Mam nadzieję, że dotrwam do tego czasu w takim stanie, że dam radę pokonać ten dystans. Zakładam, że może pierwszy raz w życiu wypróbuję metodę Gallowaya, ale dobre i to!

W kolejnym wpisie przedstawię jak dokładnie wyglądał mój zimowy trening.

Ania

poniedziałek, 9 marca 2015

Idzie wiosna, idą zmiany!

Idzie wiosna, wszystko kwitnie to i na naszym blogu mała metamorfoza. Doczekałyśmy się w końcu swojego własnego, niepowtarzalnego i stworzonego właśnie dla nas blogowego LOGA! 


Jesteśmy dumne i mamy nadzieję, że to graficznych zmian bloga nie koniec. Nie byłybyśmy Biegaczkami, gdybyśmy nie dążyły do perfekcji i nie dbały o nasz (również blogowy) wygląd. Priorytetem nadal jest bieganie, więc każdą wiosenną chwilę łapiemy na treningi. Tajniki graficzne bloga pozostawiamy sobie na te momenty, kiedy nachodzi nas ochota, by coś tu zmienić i gdy pojawia się pomysł co i jak można by ulepszyć.

Tymczasem zmian u nas więcej. Wiecie już, że doczekałyśmy się małej Biegaczki - Ali, która w weekend dzielnie kibicowała na ZUK-u i już niedługo przesiądzie się do biegowego wózka. Ale nie wiecie, że dla Ali szykuje się biegowo-wózkowe towarzystwo i w czerwcu dołączy do niej mały Biegacz, który póki co stawia pierwsze biegowe kroki w kategorii prenatalnej. 
I wychodzi mu to nadzwyczaj dobrze, choć sprinterem nie zostanie - spowolnił moje bieganie do 7-7:30 min/km, więc raczej krajoznawczo niż treningowo sobie truchtamy. Przygotowujemy się do kolejnego startu w kwietniu, więc trzymajcie kciuki, by się nie rozmyślił i nie utrudniał!

Odpierając obawy - nie, nie będzie to teraz blog parentingowy. Te krótkie zmiany w dotychczasowych treningach i bieganiu dały nam jeszcze więcej motywacji i energii, by w sezonie letnim wrócić pełną parą na trasy i spotkać się z Wami na biegowych imprezach. Nie planujemy sobie odpuszczać i traktujemy te parę miesięcy spowolnienia jako nieco dłuższe roztrenowanie. Wracamy (Ola)/wrócimy (Ania) z wielkim biegowym apetytem!

O tym, jak trenujemy i przygotowujemy się do nadchodzącego sezonu napiszemy niebawem.
Ania

piątek, 27 lutego 2015

Pierwsze koty za płoty!

Po wczorajszym treningu z Alą naszła mnie pewna myśl... Kobiety można podzielić według różnych kryteriów - koloru włosów (blondynki, brunetki, rude), wzrostu (długonogie i krępe ;P).

Od wczoraj funkcjonuje dla mnie nowa kategoria - sposób zapinania stanika (kobiety zapinające stanik z tyłu i te, które zapinają go z przodu, a następnie okręcają).

Z własnego wyboru należę do okręcaczy. Wolę podczas zapinania stanika widzieć te haftki, które dla niejednej/niejednego są barierą nie do pokonania. Może taki sposób nie jest super sexi, ale jest WYGODNY! Szczerze mówiąc dawno nie miałam przyjemności (jak dla mnie wątpliwej) by w ten bardziej pociągający sposób obchodzić się z moją bielizną...

Wczoraj przypomniałam sobie jakie to jest trudne!

Kojarzycie Shock Absorbera? Rewelacyjny stanik dla biegających kobiet z miseczką C i więcej.
http://www.ilikerunning.com/shock-absorber-run-sports-bra/

A kojarzycie bieganie z dzieckiem karmionym piersią z mamą, która nie używa laktatora?

Powiem Wam, że nie jest to najszczęśliwsze połączenie.

Zaczęło się według planu - Mała nakarmiona, przewinięta i śpi w wózku. Biegniemy. Tempo ładne jak na trzecie wybieganie po cesarskim cięciu - 5:30 min/km. Pierwszy kilometr, drugi, czwarty i ... SYRENA! "Hmm... zaraz się uspokoi - wózek ją ukołysze"... SYRENA!!! "No dobra, nie ukołysze".

Robię Pit-stop. Rozpinam kurtkę, podnoszę koszulkę termiczną ("brr, ale zawiało po nerach"), rozpinam stanik (tak, tak, Shock Absorber ma tę genialną trzecią klamrę pomiędzy łopatkami utrzymującą biust w ryzach... dziś wyjątkowo mi z nią nie po drodze...).

Udało się. Syrena milknie. Uff... No to hajda zapinam stanik (tu wcielam się dość nieporadnie w kobietę zapinającą stanik z tyłu). Męczę się dobrą minutę. Jest! Koszulka w dół, kurtka zapięta, mogę biec i... SYRENA!

Rozpinam kurtkę, podnoszę koszulkę ("no niby 8 stopni na plusie ale jakoś tego nie czuć"), stanik. "No, już je. Alarm zażegnany".

Ubieranie w szybszym tempie (znów szarpie się ze stanikiem). Zapinam kurtkę, Ala śpi, ja świętuje triumf raźno przebierając nogami, bo brrrrr zmarzłam. Piąty kilometr :) "No to jeszcze jedno kółko" (jestem nad Maltą). I tu - niespodzianka - SYRENA!!!

Na co grzecznie skręcam na mostek i kieruje się do galerii do pokoju matki z dzieckiem, gdzie ciepło, nie wieje i ten cholerny stanik można zmienić na miękki - do karmienia ;)

Ola

piątek, 20 lutego 2015

Porodówka welcome to...

Ala przyszła na świat 1 lutego 2015 r. o 13:53.

Wszyscy powtarzali, że mogę sobie planować datę i przebieg porodu, a Młoda i tak będzie wiedziała kiedy i jak przejść na tę stronę brzucha.

I wykrakali... bo było tak...

Czwartek, 29.01.2015 r.
  • wizyta u mojego Gina,
  • skierowanie na Patologię Ciąży (małowodzie),
Piątek, 30.01. 2015 r.
  • przyjęcie na oddział i połknięcie 500 stronicowej książki,
Sobota, 31.01.2015 r.
  • regularne skurcze, zgodnie z zapisem KTG skurcze co 5-7 min o sile ok 70-80% (spokojnie do przeżycia - boli ale to nie taki ból, który wyłącza zmysły)
  • przejście na Porodówkę i oczekiwanie na rozwój wydarzeń - bezskuteczne. Skurcze ustąpiły.
Niedziela, 01.02.2015 r.
  • powrót na Patologię (ok. godz. 9:00)
  • śniadanie (godz. 10:00)
  • wizyta Mateusza (godz. 11:00 - 12:50)
  • KTG (godz. 13:00 - 13:20)
    • Podczas KTG, po około dwudziestominutowym prawidłowym zapisie nagle Małej przestaje bić serce. Położna poprawia czujniki na brzuchu - nic, przekręca mnie z lewej na prawą stronę i odwrotnie - nic, każe mi wstać - cisza. Zaczynam panikować, a pielęgniarka też poddenerwowana dzwoni po lekarza, który po 5 minutach już mnie bada i zarządza - cesarka. W międzyczasie Ali wraca tętno. Od tego momentu cały czas płaczę. Boję się jak cholera, by Małej nic się nie stało.
  • Operacja
    • Pielęgniarki przygotowały mnie błyskawicznie do operacji. Zajęło im to mniej niż 10 minut.
    • Przewieźli mnie na salę operacyjną gdzie podano mi znieczulenie od pasa w dół. Byłam w pełni świadoma, więc nadal ryczałam. Starałam się jak najbardziej współpracować, by jak najszybciej mogli wyjąć Alutka. Wszyscy działali bardzo sprawnie i już o 13:53 moja córka była bezpieczna. Nadal płakałam - ze wzruszenia - Mała dostała dychę w skali Apgar, ważyła równe 3 kg i mierzyła 53 cm.
    • Mnie zszyli bardzo ładnie i przewieźli na salę pooperacyjną, gdzie czekała już moja rodzina (podczas akcji przewożenia zadzwoniłam z płaczem do mamy i teściówki, żeby przyjechały i spakowały moje rzeczy z Patologii). Był Mateusz, mama, teściowie i moja córka.
  • Sala pooperacyjna
    • Po cesarskim cięciu najgorsze jest to, że przez 12 godzin musisz leżeć jak dętka i nie możesz podnosić głowy. Po 2 godzinach przestaje działać znieczulenie i zaczyna boleć. Na szczęście cały czas masz przy sobie tę kruszynę dla której warto jest przez to wszystko przechodzić. Położne pomagają przystawiać dziecko do piersi, by rozbudzić laktację. U mnie poszło błyskawicznie. Mała okazała się wzorowym ssakiem! Nie wiem kiedy dostałam pokarm ale w ciąży nie było żadnych sygnałów zapowiadających taki pozytywny rozwój wydarzeń. Zdradzę Wam jeszcze jedno - ból pooperacyjny (blizna, szwy) to pikuś z bólem obkurczającej się macicy kiedy Twoje dziecko ssie jak szalone. Powaga!
    • Po 12 godzinach w pozycji horyzontalnej jedyne o czym marzyłam to obiecana kąpiel. Ha! Ale jak się wykąpać kiedy Twoje ciało odmawia współpracy?! Twoje mięśnie proste brzucha są poprzecinane i wcale nie chcą pomagać w dźwignięciu Twojego korpusu a wręcz przeszkadzają. Gdyby ktoś mnie zobaczył w tamtym stanie pomyślałby - paralita! Ale jakoś powoli zczołgałam się z łóżka (czemu one są takie wysokie?!) i pochylona jak babulinka poczłapałam pod prysznic. Towarzysząca mi myśl  - "jak kobiety z własnej woli mogą się na to decydować?!"
    • Po prysznicu nie czułam się wcale lepiej. Jedyne co się zmieniło to to, że mogłam już się podnosić, chodzić itd. Korzystałam z tych przywilejów dość oszczędnie - odważyłam się jedynie na wizyty w toalecie (dlaczego one są zawsze tak daleko?!).
    • Kolejnego dnia po obchodzie lekarzy przetransportowano mnie na salę gdzie spędziłam kolejne 3 dni. Z każdą godziną czułam się coraz lepiej. Widoczną poprawę zaobserwowałam dokładnie 2 lutego o 18:30 -  po ponad 24 godzinach po operacji. Przyjechała do mnie mama, która pomogła mi się wykąpać i która to kąpiel podziałała na mnie jak najdroższe lekarstwo - złapałam pion i od tego czasu było dobrze. Sama przewijałam małą, wstawałam z łóżka jak gdyby nigdy nic (no prawie jak gdyby nigdy nic...).
    • Do domu wyszłyśmy w czwartek - 5 lutego.
Moje spostrzeżenia poporodowe...

Po pierwsze... wcale nie czuję jakbym kogokolwiek urodziła. Mam takie wewnętrzne poczucie, że mój organizm dał ciała, że nie musiałam nic z siebie dać, by Ala przyszła na świat. Lekarze przyszli mi z pomocą (i chwała im za to) i wcale się nie zmęczyłam. Na szczęście Alutek też się nie zmęczyła...

Po drugie - jeśli możecie, nie ma ku temu żadnych medycznych przeciwwskazań - nie leżcie do góry brzuchem w ostatnim miesiącu ciąży. Gdybym nie chodziła na aerobik prawie do końca nie wiem czy tak łatwo pozbierałabym się po operacji. Bo spróbuj wstać z łóżka bez użycia mięśni brzucha, spróbuj zrobić cokolwiek bez ich angażowania... to nie takie łatwe. Jest łatwiej gdy inne mięśnie są silne i sprawne.

Po trzecie - na wszelki wypadek poczytaj o cesarskim cięciu. Ja nastawiona na poród naturalny byłam dodatkowo przerażona brakiem wiedzy na temat operacji. Warto sobie tego oszczędzić!

Po czwarte - nawet po cesarskim cięciu gubienie kilogramów to pestka. W dzień wyjścia ze szpitala (5 lutego) mój brzuch nie wyglądał już tak okazale jak w ostatnim miesiącu ciąży a na plusie miałam 5,5 kg. Dziś (20 lutego) prezentuję się znacznie lepiej i na plusie mam już tylko 2,5 kg!

5 lutego 2015 r.
20 lutego 2015 r.




















I po piąte - najważniejsze - dziś jesteśmy z Alą po pierwszym mikrorozbieganiu - 4 km po asfalcie i ja czuję się świetnie a Ala... jej chyba było wszystko jedno :)
OlAla

środa, 11 lutego 2015

Ciąża bez lukru - czyli to raczej nie jest artykuł dla mężczyzn. Część II

KOSMETYKI


Cena zestawu - ok. 25 zł
Kiedy nie byłam w ciąży reklamy preparatów na rozstępy, cellulit czy obolałe piersi, którymi karmią nas na co dzień media, nie robiły na mnie wrażenia. Po prostu ich nie zauważałam. Na szczęście nigdy nie miałam problemów ani z pierwszym ani trzecim. Z tym cellulitem... bywa różnie ;)

Wiadomo, że zachodząc w ciążę chciałam, żeby tak zostało.

Cena regularna - 9,99 zł/500 ml (Rossmann)
Około 4-5 m.c. dumnie zaczęłam przechadzać się po alejkach z kosmetykami dla przyszłych mam. Jednak dysproporcja cenowa między specyfikami opatrzonymi napisem "dla kobiet w ciąży" albo "mama" a tymi bez tych napisów okazała się na tyle duża, a różnica w składzie chemicznym mała, że postanowiłam zaryzykować i "opękać" kolejne kilka miesięcy bez spec-smarowideł.

Cena regularna - 9,99 zł/500 ml (Rossmann)
Do dziś (znów odpukam w niemalowane) z powodzeniem.

Podczas kąpieli używałam tego co zwykle - kosmetyków z serii Biały Jeleń.

ok. 15,00 zł/400 ml
Wyczytałam jednak, że rozstępy i cellulit boją się zwiększonego dokrwienia skóry, dlatego zaczęłam używać dość ostrej gąbki. Szczególną uwagę zwracałam na nawilżenie ciała po kąpieli. Na moją skórę doskonale działają balsamy do ciała ISANA i Soraya, więc używałam ich naprzemiennie. W dużej ilości. W okresie kiedy skóra brzucha rozciągała się w największym stopniu (u mnie był to przełom 7 i 8 mc.), kiedy tylko poczułam jej swędzenie, wklepywałam kolejną warstwę kremu. Dla mnie wygodniejszym rozwiązaniem był balsam ISANY ze względu na opakowanie, które znacznie ułatwia aplikację kosmetyku.

PRZYSPIESZENIE PORODU

Nie wiem jakie Wy macie doświadczenia w temacie poganiania Malucha, żeby już pojawił się po odpowiedniej stronie brzucha, ale u mnie idzie to mizernie... 

Tak... tak... zaraz pojawią się głosy, że nie ma co dziecka popędzać, bo ono najlepiej wie kiedy przyjść na świat. Tylko bycie słonicą (mówię oczywiście o sobie) wcale nie jest moim zdaniem fajne... kiedy stoję czuję cały czas nacisk na pęcherz, więc siadam. Kiedy siedzę brzuch uciska mi na płuca i słabo mi się oddycha, to może na leżąco... Lewy czy prawy bok? Żaden. Bo żebra od środka mam już tak poobijane, że ledwo żyję... Gdyby dzieciaki wiedziały przez co przyszłe mamy muszą przechodzić, rodziłyby się dużo wcześniej ;) Ale też ten najważniejszy aspekt - ciekawość jak ta nasza latorośl będzie wyglądała...

Ale wracając do próby przekonania dziecka do przyjścia na świat... Z mojej perspektywy wszystkie porady na forach czy w artykułach są nic nie warte. Wszyscy powtarzali zasadę "3xS" (dla niewtajemniczonych oznacza to nie mniej nie więcej - Sprzątanie, Schody i Seks). Powiem tak... żadne S na mnie nie działa. Nawet ich połączenie nic nie dało. Ba... dodałam nawet któregoś dnia czwarte S (Step) i nic.

Dziewczyny na forach piszą coś o jakiś specyfikach nakurczowch - wywar z liści malin - ale aż tak mnie nie porąbało (Wy też tego nie próbujcie - PROSZĘ!). Zostańmy przy wzmożonej aktywności fizycznej. Po takich treningach z dodatkowym, ok. 13 kg obciążeniem jest szansa, że a) poród będzie łatwiejszy, b) szybciej wrócimy do formy po porodzie.

Jestem bardzo ciekawa jakie to będzie uczucie zrzucić ten balon przyklejony do pępka i znów zacząć truchtać. Prawdopodobnie początkowo przez niewyspanie, rany poporodowe będzie to spore wyzwanie dla ciała i psychiki... ale jak będzie z mięśniami? Pożyjemy, zobaczymy i opiszemy ;)

DIETA BIEGACZKI W CIĄŻY

Hmm... Przyznam szczerze, że nie zmieniałam znacznie diety. Zróżnicowana dieta bogata w warzywa, owoce, nabiał, chude mięso spowodowało, że do 8 mc nie musiałam brać żadnych preparatów witaminowych, bo wyniki miałam książkowe. Dopiero w 9 mc musiałam więcej uwagi poświęcić na dostarczenie organizmowi żelaza - stąd natka pietruszki, szpinak i suszone morele gościły u mnie na talerzu znacznie częściej. Zapobiegawczo podjadałam też witaminy zalecone przez lekarza (Prenatal Classic), których zażywanie wskazane jest także w okresie karmienia.

Kolejnym odstępstwem od diety, kiedy nie byłam w ciąży było przyzwolenie na jedzenie słodyczy w tygodniu (normalnie mam zasadę jedzenia słodkości w weekendy i święta).





poniedziałek, 19 stycznia 2015

Ciąża bez lukru, czyli to raczej nie jest artykuł dla mężczyzn. Część I

Do daty porodu wyznaczonej przez lekarza zostało mi już tylko kilka dni. Postanowiłam zatem podsumować to i owo, kiedy mam jeszcze na to czas. Wszyscy straszą mnie bowiem, że jak Mała się urodzi na nic nie będzie czasu… Jak to mam w naturze – powątpiewam…

39 tydzień ciąży - 12,5 kg na plusie
BILANS WAGOWY
Waga startowa – 55 kg (27 kwietnia 2014 r.)
Waga obecna – 67,5 kg (19 stycznia 2015 r.)

Matematyka mówi, że przytyłam 12,5 kg. Zgodnie z zapiskami w karcie przebiegu ciąży przyrost wagi wyglądał następująco:

  • 7/8 tc (tydzień ciąży) – 56 kg
  • 12/13 tc – 56 kg
  • 18 tc – 58 kg
  • 22/23 tc – 60 kg
  • 26/27 tc – 61 kg
  • 31/32 tc – 65 kg
  • 33/34 tc – 67 kg
  • 36 tc – 67 kg
  • 39 tc - 67,5 kg
Startowałam z wagą 55 kg, czyli moją wagą restową. Normalnie w maju ważę trochę mniej, bo ok. 52-53 kg. Waga spada mi dzięki dłuższym i bardziej intensywnym treningom, a także częstszym startom na początku roku. W maju 2014 r. ważyłam więcej, bo tak naprawdę od listopada 2013 r. do końca kwietnia 2014 r. znacznie ograniczyłam treningi, bo co tu dużo ukrywać - od dłuższego czasu funkcjonując normalnie chcieliśmy powiększyć z mężem rodzinę i się najzwyczajniej w świecie nie udawało. Za radą lekarza oboje trochę przystopowaliśmy… do kwietnia, bo dłużej nie daliśmy rady. Poziom frustracji spowodowany brakiem dwóch kresek na teście połączony z brakiem biegania sprawił, że na majówkę pojechaliśmy „wyżyć się biegowo” w Karkonosze. I tam zaszłam w ciążę. Pomimo, że codziennie przebiegaliśmy sporo kilometrów. Jak widać u nas poskutkowało wyluzowanie psychiczne, a nie ograniczenie treningów…

BIEGANIE W CIĄŻY
W najbardziej newralgicznym okresie ciąży – zagnieżdżanie się jajeczka w macicy – przebiegłam 55 km podczas GWiNTa, o którym pisałam TUTAJ. Nie wiedziałam jeszcze, że jestem w ciąży. Pewnie gdyby tak było odpuściłabym tę imprezę. Ze strachu. Tak było z Chojnik Maratonem. Pomimo opłaconego pakietu nie pobiegłam. Okrasiłam to łzami, marudzeniem i wściekłością. Wiedziałam, że jak po kolejnej wizycie u lekarza okaże się, że wszystko gra, wdrożę do mojego planu dnia co najmniej truchtanie, a miałam nadzieję, że normalne, może nie katorżnicze treningi.
I na szczęście od samego początku do teraz (odpukać w niemalowane) z Małą było wszystko dobrze. Dzięki temu pobiegłam z tatą i Julą w Pogoni za wilkiem, Biegu Pod Tysiącletnimi Dębami, czy III Biegu Libra – Biegaj z nami. Biegałam treningowo 1-2 razy w tygodniu przeplatając to aerobikiem, pilatesem, basenem i jogą. Oczywiście treningi odbywały się na dużo niższej intensywności niż te sprzed ciąży. Kierowałam się zasadą, by cały czas biegać w I zakresie, na niskim tętnie. By wyjście na trening było czystą przyjemnością, nie wyzwaniem, nawet gdyby oznaczało to bieganie metodą Gallowaya (marsz na przemian z biegiem). Obserwowałam swoje ciało, by nie przeoczyć żadnego niepokojącego sygnału.
Najtrudniejszym biegowo okresem był dla mnie przełom 6 i 7 mc (miesiąca ciąży). Spowodowane było to koniecznością częstego oddawania moczu. Do tej pory należałam do osób z serii „jak dwa razy dziennie zajrzę do toalety, to max”. W ciąży zmieniłam się w „każdy krzaczek jest mój”. Fakt to wstydliwy acz prawdziwy. Wówczas biegało mi się najgorzej. Nawet w ostatni piątek, pomimo już pokaźnego brzucha nie czułam takiego naporu na pęcherz jak w 6 mc.
Bieganie odpuściłam zupełnie w drugiej połowie grudnia 2014 r. Tak na wszelki wypadek, by Ala nie urodziła się pod koniec roku i nie była najmłodszym dzieckiem w klasie (takie moje widzimisie).
Ale już 3 stycznia 2015 r. wspólnie ze znajomymi witaliśmy „na biegowo” Nowy Rok. Spokojne 10 km wokół Rusałki było dla mnie wielką przyjemnością! Ba… w TAKIM towarzystwie :-)!
Jako, że planuję poród w moim rodzinnym mieście, którym nie jest Poznań, już od 7 stycznia siedzę rodzicom na karku i wypatruję symptomów porodu. Bez skutku. Ani truchtanie (obecnie po ok. 3 km co 2-3 dzień), ani aerobik (rano ABT, TBC, Cellulit Killer, Fitt Ball albo Body Shape, wieczorem Pilates albo zdrowy kręgosłup - tak, tak… mam kartę Multisport, fajny klub 3 minuty od domu i mnóstwo wolnego czasu…) nie chcą go przyspieszyć.

ĆWICZENIA W CIĄŻY
żródło: www.fabryka-formy.pl
Kiedyś już pisałam, że poza bieganiem bardzo lubię wszelkie formy aerobiku (poza tymi tanecznymi – ZUMBA, STEP – w których nie potrafię się odnaleźć). Całą ciążę chodziłam do różnego rodzaju klubów w Poznaniu i testowałam zajęcia i podejście instruktorów do kobiet ćwiczących w ciąży. Wnioski nie są zadowalające. Niestety. Ilość instruktorów wiedzących jak podejść do ciężarnej i jakie zamienniki ćwiczeń jej zaproponować, kiedy te dla całej grupy są nieodpowiednie, jest zatrważająco mała. Z czystym sumieniem mogę polecić Wam zajęcia Pilates, FitBall, Zdrowy kręgosłup, BodyArt i Stretching w Fabryce Formy Green Point Poznań, a także Pilates i Zdrowy kręgosłup w Fabryce Formy Kinepolis Poznań. Niestety tylko te dwa miejsca spośród wielu, które odwiedziłam, mają instruktorów, którzy jeśli zgłosisz im przed zajęciami, że jesteś w ciąży, nie wyproszą cię z sali (a i takie sytuacje mnie spotykały), tylko zrobią wywiad w którym tygodniu ciąży jesteś i dostosują zajęcia do twoich potrzeb.

PRZYDATNE GADŻETY DLA BIEGACZKI W CIĄŻY
Kiedy zaszłam w ciążę pomyślałam, że będzie to okazja do przetestowania różnego rodzaju nowinek technicznych ułatwiających bieganie. Myślałam też, że okupię się w jakieś designerskie ciuszki podkreślające krągłości, pasy podtrzymujące brzuch podczas biegu. A tu wielkie rozczarowanie… Całą ciążę przebiegałam w starych butach – na asfalt mam Saucony Triumph 3, które jak na złość nie chcą się rozlecieć, w teren – nieśmiertelne Walsh PB Elite X’Treme i Salomony XT Wings, które już na szczęście dogorywają. Garderoby też nie zmieniłam, bo i stanik Shock Absorber Run dał radę pomimo powiększonego o numer, może półtora biustu, choć muszę przyznać, że po treningu z przyjemnością go ściągam, by odetchnąć pełną piersią. I koszulki do biegania okazały się wystarczająco rozciągliwe. Nareszcie koszulki rozdawane w pakietach startowych zostały rozpakowane. Największy problem sprawiły mi spodenki. Latem podkradałam Mateuszowi jego Craft’y, które na niego są lekko za małe, a na mnie w ciąży idealne. Jesienią getry z Lidla z serii biegowej wzorowo zdawały egzamin, a do dziś są idealne na siłownię (mam wrażenie, że rosną razem ze mną... Teraz mam największy problem. Biegam w moich starych zimowych getrach, które zawijam pod brzuch, tak by go nie uciskały. Muszę wtedy jednak kombinować z dłuższymi koszulkami i kurtkami, żeby nie biegać z pępkiem na wierzchu… Ale jak to mówią „dla chcącego nic trudnego”. Gdyby jednak chcieć kupić sobie coś specjalnie na okres ciąży, to uwierzcie mi – jest słabo. Szukałam w Polsce – nic, w świecie – jakieś pojedyncze spódniczki, spodnie z szerszymi pasami. Generalnie BIEDA. Nie rozumiem dlaczego firmy produkujące odzież biegową nie dbają o coraz liczniejszą grupę klientów (klientek… precyzyjniej rzecz ujmując). Zastanawiające. Mam nadzieję, że jeśli zbliżający poród nie wpłynie na moje „dzieciowe plany”, to w drugiej ciąży będę mogła już wyglądać jak biegaczka w ciąży a nie jak biegaczka w ciuchach swojego męża… a ostrzegam wszystkich producentów, że nie planuję czekać z drugą ciążą całej dekady!
Pan Rogal
Jak widzicie z biegowych gadżetów nie mam nic. Z takich niebiegowych też nie mam dużo - wiadomo w pewnym momencie trzeba wymienić część garderoby. Najważniejszą dla mnie rzeczą jest jednak Pan Rogal. Bez niego spanie od 7-8 mc byłoby znacznie utrudnione. Szczerze polecam i już drżę kiedy będę musiała się z nim pożegnać - Pan Rogal nie jest lubiany przez mojego męża...

c.d.n...

środa, 24 grudnia 2014

sobota, 22 listopada 2014

Zielonka Ultra Maraton - 20 czerwca 2014 r.

Żródło: http://www.zielonkaultramaraton.pl/
Dla wszystkich amatorów biegania po leśnych ścieżkach pojawiła się nowa propozycja - Zielonka Ultra Maraton, którego pierwsza edycja odbędzie się 20 czerwca 2015 r. Start 7:00.

Do wyboru będą dwa dystanse - 75 km i 43 km.

Dla dłuższej trasy limit czasu na jej pokonanie stanowi 12 godzin, a na zmierzenie się z krótszą trasą zawodnicy będą mięli 7 godzin.

Opłata startowa wynosi 120 zł bez względu na pokonany dystans. O wyborze trasy uczestnik decyduje w trakcie biegu na rozejściu tras.

Organizatorzy przewidzieli limit zaledwie 350 startujących, dlatego jeśli jesteście zainteresowani wzięciem udziału w biegu musicie zapamiętać datę i godzinę - 2 marca 2015 roku. godzina 13:00. Wówczas zostanie uruchomiony formularz zgłoszeniowy.

O zakwalifikowaniu do udziału w biegu decydować będzie prawidłowe wypełnienie formularza zgłoszeniowego oraz wpłata opłaty startowej w terminie 7 dni od dnia rejestracji zawodnika na konto organizatora.

Koniecznie śledźcie stronę biegu: http://www.zielonkaultramaraton.pl/ albo jego facebookowy profil (TUTAJ)


To co... do zobaczenia na starcie?

czwartek, 6 listopada 2014

Pierwsza nieśmiała myśl o startach w 2015 roku

Czekoladowe Mikołaje na półkach sklepowych zwiastują zbliżający się nieubłaganie koniec 2014 r. Pomimo, że na podsumowanie biegowych wyczynów Biegaczek jeszcze przyjdzie pora, to sądzę, że już powoli można  myśleć o planowaniu kalendarza biegowego na 2015 rok.

Jako, że najmniejsza biegaczka pojawi się (według wszelkich prognoz) dopiero w połowie stycznia, moje plany startowe układam dopiero od kwietnia. Mam świadomość, że pierwsze przebieżki będą przypominały bardziej "przeczłapki", więc niepełne trzy miesiące treningu mogą być nie lada wyczynem tak jak pokonanie pierwszego zaplanowanego dystansu w zadowalającym tempie.

Na samą myśl o pierwszym treningu z Anią mam gęsią skórkę... i purpurę na twarzy... z zażenowania :)

A..., żeby nie było, że jeszcze przed urodzeniem dziecka pretenduję do tytułu Najbardziej Wyrodnej Matki Na Świecie, która zamiast opiekować się latoroślą planuje hasać w różnego rodzaju biegach, informuję wszem i wobec, że zawarłam z mężem układ, że 24 miesiące od porodu jako rekompensata (chyba) niebiegania w 2014 roku, mam pierwszeństwo w wyborze startów. On w tym czasie będzie opiekował się Młodą.

A zatem do dzieła! Moje plany na 2015 r.
  1. 12.04.2015 r. - 8 Poznań Półmaraton - coś na dobry początek. Zapisy startują 15.12.2014 r.
  2. 03.05.2015 r. - Wings For Life World Run, o którym pisałyśmy TUTAJ. Postaram się, by był to stały element mojego kalendarza biegowego, bo uważam, że warto łączyć przyjemne z pożytecznym!
  3. 08-09.05.2015 r. - Ultra Cross Gwint, o którym pisałyśmy TUTAJ, tym razem bez obciążenia ;)
  4. 05.06.2015 r. - Bieg Rzeźnika - jeśli organizatorzy nie przedobrzą z wysokością opłaty startowej i jeśli uda się zapisać...
  5. 04.07.2015 r. - VI Supermaraton Gór Stołowych, o którym pisałyśmy TUTAJ. Na stronie biegu znajdziecie również informacje o pierwszej zimowej edycji biegu, która odbędzie się 31.01.2015 r. Dla mnie to jeszcze za wcześnie ale może Wy się skusicie..?
  6. 11-13.09.2015 r. - Festiwal Biegowy Krynica-Zdrój - i może moja pierwsza stówka..?
  7. 24.10.2015 r. - II Półmaraton Rudawy Janowickie.
Tak wygląda mój ogólny zarys planu na 2015 r., a Wy, co planujecie? Jakie są Wasze pomysły na rozbiegany rok 2015?
Ola

czwartek, 30 października 2014

Kompletowanie wyprawki przyszłej biegaczki

Free Runner LT
Zgodnie z wszelkimi obliczeniami zostało mniej niż więcej czasu, kiedy na świecie pojawi się nowa biegaczka. Nie chcę przez to powiedzieć, że Mała nie będzie miała nic do powiedzenia w aspekcie spędzania czasu wolnego. Nie. Ale... dopóki nie zacznie mówić, będzie biegaczką, początkowo co prawda bierną ;)

W tym celu potrzebny jest sprzęt. Odpowiedni sprzęt. Taki, który to ani dziecku ani rodzicowi nie zrobi krzywdy ani nie sprawi, że bieganie stanie się utrapieniem.

X-Lander X-Run
Chciałoby się powiedzieć, że kupno wózka biegowego w XXI wieku dla osoby mieszkającej w nie tak małym wydawałoby się mieście (Poznań), nie powinno nastręczać zbyt wielu kłopotów. Nic bardziej mylnego! Pomimo, że rynek joggerów ze względu na popularyzację biegania jest coraz większy, przetestowanie tego sprzętu przed jego zakupem graniczy z cudem. Większość sklepów sprowadza bowiem wózki biegowe na zamówienie pod konkretnego klienta. I zazwyczaj jest to jeden a nie cztery wózki...

A wiecie jak to jest – chętnie weszłoby się do sklepu o olbrzymim metrażu, gdzie byłyby trzy, cztery interesujące cię modele, z którymi mogłabyś potruchtać po hali. Ale na to musimy jeszcze trochę poczekać. Przynajmniej w Poznaniu...

Szukając idealnego modelu joggera musiałam odpowiedzieć sobie na kilka istotnych pytań:
In Step ULTRA Runner
  1. Jaką kwotę chcę przeznaczyć na wózek?
    • Maksymalnie 1500 zł.
  2. Po jakim terenie będę się głównie poruszała?
    • Drogi gruntowe, dukty leśne, wyboiste ścieżki.
  3. Od którego miesiąca chcę zacząć biegać z maluchem?
    • Od 3 miesiąca życia dziecka (pierwsze zimowe miesiące przepękamy po asfalcie w pożyczonej gondoli)
  4. Co ma być głównym atutem tego wózka?
    • Bezpieczeństwo dziecka (5-punktowe pasy bezpieczeństwa),
    • Duże pompowane koła, do których nietrudno dokupić zapasowe dętki i opony,
    • Waga wózka,
    • Maksymalna waga dziecka.
Po niemałej ilości czasu spędzonego w internecie znalazłam kilka modeli, które mnie zainteresowały. Są to:
Wszystkie wózki, które opisałam powyżej znajdują się w ofercie sklepu internetowego bobowozki.com.pl. Niestety nie ma możliwości zamówienia wózka (co dopiero wszystkich czterech) do jednego z sześciu sklepów stacjonarnych. Okazuje się, że jak jakiś wózek na miejscu jest (w Poznaniu to X-Lander X-Run) - można go obejrzeć, jeśli nie ma - trzeba liczyć, że opisano go rzetelnie na stronie i kupować z dostawą do domu... Ehhh...

Baby Jogger FIT
Oczywiście istnieje możliwość zakupu tak nowych jak używanych joggerów na allegro czy e-bay'u, jednak te moim zdaniem fajniejsze są ze Stanów Zjednoczonych, a wielu sprzedających zastrzega, że nie wysyła paczek poza USA. Szkoda, bo byłoby taniej... dla dziadków ;)

Na decyzję mam jeszcze chwilę. Co prawda już mam swojego faworyta... Jak myślicie, który to wózek?


Ola