Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia Biegacza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia Biegacza. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 lutego 2015

Ciąża bez lukru - czyli to raczej nie jest artykuł dla mężczyzn. Część II

KOSMETYKI


Cena zestawu - ok. 25 zł
Kiedy nie byłam w ciąży reklamy preparatów na rozstępy, cellulit czy obolałe piersi, którymi karmią nas na co dzień media, nie robiły na mnie wrażenia. Po prostu ich nie zauważałam. Na szczęście nigdy nie miałam problemów ani z pierwszym ani trzecim. Z tym cellulitem... bywa różnie ;)

Wiadomo, że zachodząc w ciążę chciałam, żeby tak zostało.

Cena regularna - 9,99 zł/500 ml (Rossmann)
Około 4-5 m.c. dumnie zaczęłam przechadzać się po alejkach z kosmetykami dla przyszłych mam. Jednak dysproporcja cenowa między specyfikami opatrzonymi napisem "dla kobiet w ciąży" albo "mama" a tymi bez tych napisów okazała się na tyle duża, a różnica w składzie chemicznym mała, że postanowiłam zaryzykować i "opękać" kolejne kilka miesięcy bez spec-smarowideł.

Cena regularna - 9,99 zł/500 ml (Rossmann)
Do dziś (znów odpukam w niemalowane) z powodzeniem.

Podczas kąpieli używałam tego co zwykle - kosmetyków z serii Biały Jeleń.

ok. 15,00 zł/400 ml
Wyczytałam jednak, że rozstępy i cellulit boją się zwiększonego dokrwienia skóry, dlatego zaczęłam używać dość ostrej gąbki. Szczególną uwagę zwracałam na nawilżenie ciała po kąpieli. Na moją skórę doskonale działają balsamy do ciała ISANA i Soraya, więc używałam ich naprzemiennie. W dużej ilości. W okresie kiedy skóra brzucha rozciągała się w największym stopniu (u mnie był to przełom 7 i 8 mc.), kiedy tylko poczułam jej swędzenie, wklepywałam kolejną warstwę kremu. Dla mnie wygodniejszym rozwiązaniem był balsam ISANY ze względu na opakowanie, które znacznie ułatwia aplikację kosmetyku.

PRZYSPIESZENIE PORODU

Nie wiem jakie Wy macie doświadczenia w temacie poganiania Malucha, żeby już pojawił się po odpowiedniej stronie brzucha, ale u mnie idzie to mizernie... 

Tak... tak... zaraz pojawią się głosy, że nie ma co dziecka popędzać, bo ono najlepiej wie kiedy przyjść na świat. Tylko bycie słonicą (mówię oczywiście o sobie) wcale nie jest moim zdaniem fajne... kiedy stoję czuję cały czas nacisk na pęcherz, więc siadam. Kiedy siedzę brzuch uciska mi na płuca i słabo mi się oddycha, to może na leżąco... Lewy czy prawy bok? Żaden. Bo żebra od środka mam już tak poobijane, że ledwo żyję... Gdyby dzieciaki wiedziały przez co przyszłe mamy muszą przechodzić, rodziłyby się dużo wcześniej ;) Ale też ten najważniejszy aspekt - ciekawość jak ta nasza latorośl będzie wyglądała...

Ale wracając do próby przekonania dziecka do przyjścia na świat... Z mojej perspektywy wszystkie porady na forach czy w artykułach są nic nie warte. Wszyscy powtarzali zasadę "3xS" (dla niewtajemniczonych oznacza to nie mniej nie więcej - Sprzątanie, Schody i Seks). Powiem tak... żadne S na mnie nie działa. Nawet ich połączenie nic nie dało. Ba... dodałam nawet któregoś dnia czwarte S (Step) i nic.

Dziewczyny na forach piszą coś o jakiś specyfikach nakurczowch - wywar z liści malin - ale aż tak mnie nie porąbało (Wy też tego nie próbujcie - PROSZĘ!). Zostańmy przy wzmożonej aktywności fizycznej. Po takich treningach z dodatkowym, ok. 13 kg obciążeniem jest szansa, że a) poród będzie łatwiejszy, b) szybciej wrócimy do formy po porodzie.

Jestem bardzo ciekawa jakie to będzie uczucie zrzucić ten balon przyklejony do pępka i znów zacząć truchtać. Prawdopodobnie początkowo przez niewyspanie, rany poporodowe będzie to spore wyzwanie dla ciała i psychiki... ale jak będzie z mięśniami? Pożyjemy, zobaczymy i opiszemy ;)

DIETA BIEGACZKI W CIĄŻY

Hmm... Przyznam szczerze, że nie zmieniałam znacznie diety. Zróżnicowana dieta bogata w warzywa, owoce, nabiał, chude mięso spowodowało, że do 8 mc nie musiałam brać żadnych preparatów witaminowych, bo wyniki miałam książkowe. Dopiero w 9 mc musiałam więcej uwagi poświęcić na dostarczenie organizmowi żelaza - stąd natka pietruszki, szpinak i suszone morele gościły u mnie na talerzu znacznie częściej. Zapobiegawczo podjadałam też witaminy zalecone przez lekarza (Prenatal Classic), których zażywanie wskazane jest także w okresie karmienia.

Kolejnym odstępstwem od diety, kiedy nie byłam w ciąży było przyzwolenie na jedzenie słodyczy w tygodniu (normalnie mam zasadę jedzenia słodkości w weekendy i święta).





czwartek, 16 października 2014

Zdrowie biegaczki - jak przetrwać okres przeziębienia i grypy

Powoli wkraczamy w okres roztrenowania. Nasz organizm po trudach sezonu 2014 z pewnością z niecierpliwością czeka na wolne.

Często bywa jednak tak, że pełna mobilizacja organizmu od lutego do października wyczerpuje nasze siły witalne na tyle, że zaraz po odwieszeniu butów na kołek drapie nas w gardle, zaczyna lecieć z nosa, a czasami po prostu musimy uznać wyższość Pani Grypy i rozkładamy się na dobre.

Dlatego właśnie chciałam podzielić się z Wami kilkoma przepisami, które do tej pory skutecznie odstraszają ode mnie wszelkie choroby w okresie roztrenowania, który w naszym klimacie pokrywa się z nadejściem jesieni a wraz z nią chłodniejszych dni.

Konfitura malinowa

Składniki:

  • Maliny (mogą być mrożone), ok. 300-400 g,
  • Miód (ok. 1 łyżki)
Przygotowanie:
Maliny (ja użyłam mrożonych) wrzucamy do garnka i gotujemy je od czasu do czasu mieszając do momentu, kiedy się rozpadną i odparuje z nich część wody. Ja preferuję konsystencję gęstego sosu. Maliny zostawiamy w garnku aż przestygną i dodajemy dużą łyżkę miodu. Pamiętajcie żeby nie dodawać miodu do gorących malin, bo wszystkie wartości w nim zawarte, m.in. cukry, związki białkowe, enzymy, kwasy organiczne, witaminy, składniki mineralne, bezpowrotnie wyparują.

Syrop miodowo imbirowy do wody lub herbaty

Składniki:
  • Cytryna,
  • Korzeń imbiru,
  • Miód
Przygotowanie:
Wyciskamy sok z całej cytryny do przygotowanego wcześniej naczynia, polecam mały słoiczek. Na najdrobniejszych oczkach tarki ścieramy imbir. Imbir wrzucamy do słoiczka, do którego dodajemy dwie duże łyżki miodu. Wszystko dokładnie mieszamy aż do uzyskania jednolitej konsystencji. Syrop gotowy!



Pamiętajcie, że oba produkty, jako że bez konserwantów i w ogóle "full natural", wymagają przechowywania w lodówce.



Teraz nie pozostaje nam nic innego jak naparzyć gorącej herbaty, wziąć w garść jakąś ciekawą książkę i ułożyć się wygodnie pod kocem i rozkoszować się smakiem herbaty z konfiturą lub syropem...



Smacznego!

piątek, 5 września 2014

Przegryzaki na sobotni (i nie tylko) wieczór

Kto z nas nie lubi oglądając wieczorem film czegoś pochrupać? Nie znam takiej osoby! Wiem jedno - chipsy, popcorn czy krakersy (które szczerze uwielbiam) nie wpływają dobrze na moją formę - tak biegową, jak psychiczną.

Dlatego dziś zaprezentuje Wam mój zestaw na sobotni (i nie tylko) wieczór przed telewizorem, który w zdecydowanie mniejszym stopniu odkłada mi się w okolicach bioder ;)


Składniki: (długość jednego filmu dla 2 osób)

  • 5 dużych marchewek
  • paczka selera naciowego
  • 1 duża czerwona papryka
  • 1 naturalny jogurt grecki - 400 ml
  • 2 ząbki czosnku
  • 5 rzodkiewek
  • zioła (np. prowansalskie)
  • sól
  • pieprz
Przygotowanie:

"Paluszki"

Marchewki, seler i paprykę dokładnie umyć. W zależności od upodobań obrać (albo nie) marchew. Wszystkie warzywa pokroić w słupki. Włożyć do szklanek/pudełek niczym paluszki.

Sos
Do miseczki wsypujemy pokrojoną drobno rzodkiewkę, ok. łyżki stołowej ziół prowansalskich, dwa posiekane albo przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku i mieszamy z jogurtem. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem.


Gotowe!

Miłego chrupania!

środa, 13 sierpnia 2014

Makaron z tuńczykiem w sosie pomidorowym - czyli obiad w 8 minut

Macie już pomysł na jutrzejszy obiad? Może makaron w 8 minut?

Składniki (dla 2 osób)

  • 1 puszka pokrojonych pomidorów w puszce;
  • 1 puszka tuńczyka (w sosie własnym albo w oleju);
  • pół paczki makaronu pełnoziarnistego
  • dwa średnie ząbki czosnku
  • pół średniej cebuli
  • łyżka stołowa ziół prowansalskich
  • łyżka oliwy z oliwek
  • ser (może być oczywiście parmezan ale może też być inny dający się utrzeć żółty ser)
  • gałązka świeżych ziół do dekoracji

Przygotowanie

  1. Wrzucamy makaron do gorącej, wcześniej osolonej wody i w czasie kiedy się gotuje przygotowujemy sos. Mój ulubiony makaron gotuje się 8 minut, stąd mam tylko tyle czasu na przygotowanie sosu ;)
  2. Rozgrzewamy patelnię. Jeśli korzystamy z tuńczyka w oliwie odsączamy delikatnie tuńczyka, tak by zostało trochę oleju na którym podsmażamy tuńczyka i drobno posiekaną cebulę i czosnek. Czekamy aż cebula zmięknie. Uwaga, by nie przypalić czosnku! Jeśli korzystamy z tuńczyka w sosie własnym - odsączamy go z sosu, rozgrzewamy na patelni łyżkę oliwy, i postępujemy jak wyżej.
  3. Dodajemy puszkę pomidorów i zioła prowansalskie. Czekamy aż wszystko się zagotuje.

Serwowanie 

Osobiście preferuje odsączyć makaron na durszlaku i połączyć go jeszcze na patelni z sosem. Rozłożyć obklejony sosem makaron na talerze i posypać startym serem i udekorować świeżą pietruszką.

Smacznego!

czwartek, 7 sierpnia 2014

Sałata wymiata!

Dawno nie było wpisu z Kuchni Biegacza, a tymczasem sezon na warzywa w pełni, więc napiszę Wam o tym, że sałata wymiata! U mnie wymiatała wczoraj. Wszystko zaczęło się od tego, że znudził mi się repertuar kulinarny Wars'u. A będąc w podróży służbowej miałam do wyboru Wars właśnie lub insze fast foody na Dworcu Centralnym. Wzorem najlepszych restauracji warsowe menu nie pęka w szwach i wystarczy parę wizyt w tym przybytku, by kartę dań znać na pamięć. Ale, wzorem najlepszych restauracji, już mistrzami świata zdrowej i świeżej kuchni to oni nie są...

Zaspokoiwszy chwilowo głód czekoladowym muffinem wracałam pociągiem do domu i marzyłam o sałacie! Bo sałata wymiata! Idealna przed treningiem, by uzupełnić zapas kalorii i równie rewelacyjna - bo odżywcza - po wysiłku. Łatwo można modyfikować składniki dodając więcej białka czy węglowodanów - w zależności właśnie od tego, kiedy ją jemy.

Moja dzisiejsza propozycja to:

Sałata przedtreningowa

Składniki (ilości dobierzcie sami, w zależności od preferowanej porcji):
  • sałata (lodowa, masłowa, roszponka, rukola)
  • cukinia
  • kiełki (jakiekolwiek, byle smaczne i jadalne!)
  • tofu
  • pestki dyni
  • cebula (biała lub czerwona)
  • awokado
  • pomidory
  • kukurydza z puszki
  • sos: oliwa+ocet balsamiczny+sól+pieprz+czosnek (jeśli lubisz)+opcjonalnie zioła

Na dnie miski mieszam składniki sosu; dodaję pokrojoną w piórka cebulę, porwane liście sałaty, pokrojone awokado, kukurydzę i pomidory oraz kiełki.


 Cukinii nie obieram - pod skórką jest najwięcej witamin - kroję ją w cienkie plastry i griluję na patelni do grilowania.


To samo robię z tofu - kroję i griluję.


Na końcu na patelni (już nie do grilowania) prażę pestki dyni i łączę wszystko w misce. Mieszam i voila - gotowe!

Energii wystarczy Wam spokojnie na godzinny trening. Zaletą takiego dania jest właśnie to, że nie trzeba czekać 2-3 godzin, by zacząć się ruszać.

A jeśli zostało Wam co nieco w misce to bardzo łatwo przerobić sałatę na:
Sałatę potreningową - wystarczy dodać ugotowane na twardo jajko, czerwoną fasolę z puszki, tuńczyka lub w wersji dla mięsożernych - grilowanego kurczaka. I gotowe!

Obie wersje można wzbogacać o kolejne dodatki: owoce granatu, różne rodzaje tartego żółtego sera, mozarellę, gruszkę, winogrona - eksperymentujcie z tym, co lubicie. Polecam jednak nie mieszać wszystkiego na raz, bo ten sałatowy misz-masz smakuje najlepiej, gdy jest w nim tylko parę składników. Za to można codziennie miksować inne i w ten sposób danie długo się nie znudzi!

Wybaczcie brak zdjęcia, ale byłam tak głodna, że gdy sałatka była gotowa wszystko inne przestało dla mnie istnieć i w chwilę z blogerki biegaczki zamieniłam się w żarłoka!

Smacznego!
Ania


niedziela, 13 lipca 2014

Śniadanie Mistrzów

Lubię się zdrowo odżywiać, więc wszelkie przepisy na zdrowe i pożywne śniadania wypróbowuję od razu! Trochę jednak czasu minęło zanim znalazłam przepis na swoje startowe Śniadanie Mistrzów. Eksperymentowałam wcześniej z muesli, bułką z miodem, zupą mleczną z makaronem, bananami, ale żadna z tych opcji mnie nie zadowoliła, tj. nie odżywiała na tyle, bym czuła siłę do długiego biegu.

Na szczęście biegaczy z zacięciem kulinarnym jest coraz więcej i dzięki nim właśnie mam teraz do wyboru dwie wersje śniadań. Bardzo podobne, ale smakują mi bardzo, dają pole do fantazyjnych modyfikacji i co najważniejsze - po nich mam moc!

Pierwszą inspiracją dla moich biegowych śniadań był Scott Jurek - odkąd przeczytałam jego książkę "Jedz i biegaj". Scott jest weganem, więc aby dostarczyć swemu organizmowi wszystkie odżywcze składniki, niezbędne przy uprawianiu sportu, musi dbać o różnorodną dietę. Dlatego proponuje naleśniki, które składają się z aż 8 zbóż! W naszej wersji kulturowej powinny się nazywać racuchami lub plackami, bo nie są to okrągłe wielkości patelni naleśniki, ale sporo mniejsze (na patelnię wchodzi ok 5 sztuk).

Naleśniki Scotta Jurka (brzmi jak przepis z książki kucharskiej Kubusia Puchatka, prawda?)

Składniki:
  • ¼ szklanki mąki pszennej razowej
  • ¼ szklanki mąki orkiszowej
  • ¼ szklanki mąki żytnej
  • ¼ szklanki mąki gryczanej
  • ¼ szklanki mąki kukurydzianej
  • ¼ szklanki mąki jęczmiennej
  • ¼ szklanki mąki z prosa
  • ¼ szklanki mąki owsianej
  • łyżeczka mleka kokosowego
  • 2 szklanki mleka ryżowego: szklanka ugotowanego ryżu+3-4 szklanki wody+1 łyżka oleju słonecznikowego+szczypta soli morskiej - wszystkie składniki miksujemy w blenderze kilka minut na najwyższych obrotach, do uzyskania kremowej konsystencji.
  • ¼ szklanki zmielonych ziaren szałwii hiszpańskiej (zwanej też ziarnami chia lub siemienia lnianego, jeśli nie macie szałwi)
  • oliwa z oliwek
  • 2 łyżki syropu z agawy lub klonowego lub miodu
  • ekstrakt z wanilii opcjonalnie
  • pokrojone truskawki 1 i 1/2 szklanki lub inne owoce, które lubicie, mogą też być mrożone
  • szczypta soli
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
Scott radzi, by naleśniki zrobić tak:
"Wsyp wszystkie rodzaje mąki, ziarna, proszek do pieczenia i sól do miski. Dodaj mleko, oliwę, syrop i wanilię i dobrze wymieszaj. Dodaj truskawki. Wlej olej na patelnię i rozgrzewaj go trzy do pięciu minut na średnim lub małym ogniu – olej będzie gotowy, kiedy wlana do niego kropla wody zacznie skwierczeć. Wlej na patelnię połowę do trzech czwartych szklanki ciasta. Smaż, aż spód naleśnika się zrumieni, a na wierzchu pojawią się bąble, wtedy przewróć naleśnik na drugą stronę. Naleśniki podawaj polane syropem bądź ulubionym sosem owocowym".
[„Jedz i biegaj” Scott Jurek, wyd. Galaktyka]

Moje uwagi do tego przepisu:
  • najtrudniejszy jest pierwszy krok - zakupy, ale jak już się z tym uporasz, tj. zgromadzisz wszystkie składniki to starczą na sporą chwilę;
  • wszystkie mąki wymienione w przepisie oraz szałwię hiszpańską można kupić w Polsce, ja kupuję przez internet w tym młynie, ale dostępne są też w innych tego typu sklepach internetowych oraz w stacjonarnych sklepach ze zdrową żywnością;
  • sok z agawy można zastąpić miodem;
  • ziarna szałwii mielę w ręcznym młynku do przypraw, trochę ciężej jest w moździeżu, gdzieś wyczytałam, że zamiast mielenia można uprażyć, lub uprażyć i wtedy zmielić. Niezmielone są prawie nieprzyswajalne, dlatego to takie ważne (dotyczy też siemienia lnianego). Dlaczego ważne, by ich użyć - zauważcie, że w przepisie nie ma jajka (bo to wersja dla wegan!) i właśnie takim spoiwem, które skleja tą całą masę zbóż jest ziarno szałwi (w połączeniu z wodą tworzy tak jak siemię lniane kisielowatą zawiesinę);
  • na rozgrzaną patelnię nakładam je łyżką - w ten sposób jest mi najłatwiej - i mieszczę ok 5 sztuk na raz.
Te naleśniki są bardzo sycące i dają energię na długie godziny treningów. Są bardziej czasochłonne, ale jeśli masz wymagane składniki i czas - polecam je przed zawodami.

Drugim wariantem śniadania są racuchy, na które przepis znalazłam na blogu Nigth Runners'ów. Są prostsze niż naleśniki Scotta i praktycznie można je przygotować mając niewiele w lodówce. Ja przepis zmodyfikowałam, by był bardziej urozmaicony i tym samym - pożywniejszy. Poniżej przedstawiam Wam właśnię tę moją autorską propozycję. Częściej korzystam z tego przepisu, ponieważ jest mniej pracochłonny, choć w przeciwieństwie do przepisu Scotta zawiera nabiał i jajka, więc nie jest to śniadanie wegańskie.


Moje Śniadanie Mistrzów

Składniki:
  • 2 szklanki maślanki lub kefiru + jeszcze trochę w zależności ile użyjecie suchych dodatków
  • 1 duże jajko
  • 1 1/2 szklanki płatków: owsianych, żytnich, orkiszowych, jęczmiennych, itp. - skorzystajcie z tych, które lubicie lub które macie pod ręką (ja używam zarówno błyskawicznych jak i całych)
  • dwie łyżki mąki - dzięki niej placki łatwiej się smaży i nie rozpadają się
  • 1 łyżka brązowego cukru lub miodu
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki (szczypta) soli
  • opcjonalnie: siemię lniane, nasiona chia (szałwia hiszpańska), sezam, zmielone orzechy, cynamon, sproszkowany korzeń macy, itp.
  • spora garść owoców - ja lubię czerwone i ostatnio najczęściej używam wiśni (mogą być mrożone). Inne opcje to: maliny, borówki, borówki amerykańskie, żurawina - jeśli lubicie kwaskowate to polecam surową żurawinę - dla mnie PYCHA! Latem mamy duży wybór, zimą z powodzeniem można stosować owoce mrożone (ja np. mrożę sobie latem małe porcje, których używam zimą, ale bez problemu można tez bazować na tych dostępnych w sklepowych zamrażarkach).

Wykonanie:
Wszystkie składniki suche łączę i mieszam w misce, a następnie dodaję składniki 'mokre' - nie ma konieczności użycia miksera. Dobrze sprawdzi się tzw. trzepaczka (rózga) - a jeśli nie masz i tej, to po prostu porządnie wszystko wymieszaj.

Odstawiam na ok. 15 min. - na powierzchni ciasta pojawią się pęcherzyki powietrza.


Teraz można smażyć - ja używam oleju rzepakowego, ale sprawdzi się każdy zdatny do wysokich temperatur. Nakładam na patelnię łyżką porcje ciasta, by uformowały się placki takiej wielkości, by łatwo je było przewracać na drugą stronę. Na standardową patelnię wchodzi ich ok 4-5 sztuk.

Po usmażeniu można jeszcze dodatkowo posypać cukrem lub polać syropem klonowym, z agawy, czy z fig lub miodem i są gotowe do zjedzenia od razu. Ale smakują również na zimno i w takiej wersji je przygotowuję na starty wyjazdowe, gdzie rano często nie ma możliwości ani czasu na kuchenne atrakcje. 

Smacznego!

A jakie są Wasze startowe sprawdzone śniadania? Podzielcie się z nami
[Ania]

poniedziałek, 19 maja 2014

Naturalny izotonik

W internecie można znaleźć wiele przepisów na naturalne izotoniki. Dziś chciałam podzielić się z Wami moimi ulubionymi przepisami. Oczywiście można je dowolnie modyfikować - ilość miodu, ilość soku z cytrusów. Nie trzymajcie się sztywno proporcji.

Przepis nr 1
- 1 litr wody niegazowanej (ja korzystam z wody z kranu)
- 2 łyżki miodu (około 40 g)
- 1 g soli (1/5 łyżeczki - polecam sól himalajską)
- sok wyciśnięty z 1 cytryny lub 1 grejpfruta

Przepis nr 2
(Wymaga blendera. Jeśli nie lubicie "fusów" w izotoniku polecam przecedzić przez gęste sitko, albo sitko, na którym położycie gazę).
- 1 litr wody niegazowanej
- 2 łyżki miodu (około 40 g)
- 1 g soli (1/5 łyżeczki)
- pęczek pietruszki (zmiksować na miazgę)
- sok z połowy cytryny

niedziela, 11 maja 2014

Makaron z łososiem w sosie beszamelowym według przepisu Ewy S.

Lubię wieczór przed biegiem zjeść porządną porcję makaronu. Chciałabym podzielić się z Wami bardzo szybkim i jednocześnie bezproblemowym przepisem na makaron, który po raz pierwszy miałam okazję jeść u mojej koleżanki - Ewy. 

Czego potrzebujemy:
  1. garnek do ugotowania makaronu, 
  2. duża patelnia, 
  3. 2 miski
Składniki na 2 porcje:
  1.  ulubiony makaron (dla mnie do tego dania najbardziej pasują pełnoziarniste wstążki – nie kokardki, choć gotując go dziś miałam tylko nitki), ok. pół paczki,
  2. paczka wędzonego łososia (100 g),
  3. pęczek natki z pietruszki,
  4. 2 łyżki słonecznika łuskanego,
  5. 1 łyżka masła,
  6. 1 szkl. mleka,
  7. 1 łyżka mąki pszennej,
  8. pieprz,
  9. gałka muszkatołowa (opcjonalnie).

Sposób przygotowania:

Wstawiamy wodę na makaron (nie przesolcie makaronu, bo z uwagi na łososia danie jest dość słone. Aby zmniejszyć intensywność tego smaku, można łososia przepłukać wodą – choć osobiście nigdy jeszcze tego nie zrobiłam). W czasie gotowania się makaronu przygotowujemy sos. Musimy być dobrze zorganizowani.

Na dużej patelni prażymy słonecznik. Przesypujemy do miski nr 1, w której słonecznik będzie czekał na swoje pięć minut.

Tę samą patelnie (bez mycia po słoneczniku) wykorzystujemy do podsmażenia rozdrobnionego wcześniej łososia. Łososia przesypujemy do miski nr 2, by zwolnić patelnię.

Znów wykorzystujemy nieumytą po łososiu patelnię do przygotowania sosu. W pierwszej kolejności rozpuszczamy masło, dodajemy mąkę i czekamy aż nabierze złotego koloru. Dodajemy mleko cały czas mieszając, by nie powstały nam grudki. Kiedy sos lekko zgęstnieje dodajemy wcześniej podsmażonego łososia i uprażony słonecznik. Doprawiamy do smaku pieprzem i gałką. Mieszamy do uzyskania przez sos oczekiwanej konsystencji (ja wolę kiedy sos jest gęstszy). Na samym końcu na patelnie wrzucamy posiekaną pietruszkę(po odłożeniu odrobiny do dekoracji), tylko na moment by zmieszać ją z sosem, ale żeby nie straciła zupełnie sprężystości.


Jeśli sos zgęstniałby Wam za bardzo, wystarczy dodać łyżkę, dwie mleka.

Odcedzamy makaron, nakładamy sos i dla ozdoby posypujemy odrobiną posiekanej natki, którą wcześniej odłożyliśmy.




Smacznego!
Ola

UWAGA!
Dla osób, które boją się sosu beszamelowego (moim zdaniem niesłusznie), polecam zastąpić go kubeczkiem śmietany 12%, choć to już nie będzie ten sam smak ;-)

środa, 7 maja 2014

Chrupiące pieczywo Wasa według przepisu Emelie

Bardzo lubię pieczywo typu Wasa. Staram się jednak jeść świadomie, dlatego czytam etykiety na produktach. Co można znaleźć w tych chlebkach? Moim zdaniem zupełnie zbędne spulchniacze, ekstrakty słodowe czy odtłuszczone mleko w proszku.

Od dłuższego czasu śledzę blog Emelie Forsberg - fantastycznej szwedzkiej biegaczki górskiej, zawodniczki teamu Salomona, która w bieganiu osiągnęła już prawie wszystko choć ma dopiero 28 lat. A z wykształcenia jest... piekarzem. Na swoim blogu Emelie umieściła ostatnio fantastyczny przepis, który już wypróbowałam i mówiąc szczerze - pieczywo ze sklepu się do niego nie umywa.

Czego potrzebujemy?
  1. Bidon (Emelie do odmierzania składników posługuje się bidonem, który każdy biegacz zazwyczaj posiada w zanadrzu, w odróżnieniu do wagi spożywczej),
  2. Papier do pieczenia albo silikonowa podkładka do pieczenia - papier potrafi się przykleić, jeśli jest zbyt cienki),
  3. Sprawny piekarnik.
Składniki:
  1. 0,2 l mąki (żytnia, pszenna czy kukurydziana - nie ma znaczenia, można dodać również błonnik. Ja dodałam tylko mąkę żytnią i błonnik),
  2. 0,3 l nasion i suszonych owoców (dodałam słonecznik, siemię lniane, posiekane migdały, posiekane suszone morele. Emelie poleca również pestki dyni, nasiona lnu czy owoce jagód goi. Zaznacza przy tym, by nasion było więcej niż orzechów, dzięki czemu struktura chlebka jest drobniejsza i lepiej trzyma się razem.),
  3. 0,5 łyżeczki soli,
  4. 0,25 l wody,
  5. łyżeczka cynamonu (jeśli lubicie).
Przygotowanie:
  1. Zmieszać wszystkie suche składniki, dodać wody. Pomieszać.
  2. Masę rozsmarować na papierze do pieczenia lub silikonowej macie. Warstwa powinna być dość cienka (ja rozsmarowałam masę na grubość ok. 0,5 cm). Posypać wierzch odrobiną cynamonu.
  3. Włożyć blachę do piekarnika nagrzanego do 150 C. Po 25 minutach wyjąć blachę i pokroić chleb na odpowiadające nam kawałki. Włożyć do piekarnika na kolejne 30-35 min w zależności jak kruche ma być Wasze pieczywo.
Po ostygnięciu możecie delektować się swoim własnoręcznie upieczonym chlebkiem typu Wasa.

Oryginalny przepis i inne informacje o Emelie znajdziecie tu:

Smacznego!

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Smakołyk dla biegacza - batony energetyczne

Nie lubię słodkich żeli energetycznych i innych tego typu batonów. Są dla mnie za słodkie i za… sztuczne. Lubię wiedzieć co jem, jeść zdrowo i bez konserwantów.

Dlatego eksperymentuję z własną produkcją batonów energetycznych, które stanowią doskonałą przekąskę nie tylko po biegu, czy w trakcie dłuższego wybiegania, ale też są dla mnie idealnym zdrowym podwieczorkiem.

Przepis jest bardzo prosty, do tego stopnia, że nie trzymam się sztywno jakiś proporcji, tylko łączę składniki "na oko", tak by zmieszane razem miały konsystencję ciasta na muffiny lub zaprawy murarskiej – w zależności, co bardziej przemawia do naszej wyobraźni.

Składniki:
  • Płatki: owsiane, jęczmienne, żytnie, orkiszowe - ja dodaję takie jakie mam pod ręką, a najchętniej wszystkie. Korzystam z malaksera, więc nie muszą być błyskawiczne. Jeśli masz do dyspozycji tylko miskę użyj tych błyskawicznych.
  • zarodki pszenne
  • szczypta soli
  • łyżeczka cynamonu
  • orzechy (laskowe, włoskie – posiekane, jeśli nie masz malaksera)
  • ok. 1/2 szklanki oleju
  • ok 2/3 szklanki miodu
  • jedno duże jajo
  • bakalie: figi, słonecznik, rodzynki, żurawina, morele, śliwki – co lubisz
Polecam też szałwię hiszpańską i sezam.

Wszystko mieszam i ewentualnie dodaję więcej jajka, miodu czy oleju, by uzyskać odpowiednią konsystencję.

Piekarnik rozgrzewam do 1800 C.

Blachę wykładam silikonową matą do pieczenia, ale można też użyć papieru do pieczenia. Ciasto przekładam na matę i rozprowadzam (to najżmudniejsza czynność całej tej operacji) na całej szerokości, na grubość ok 1 cm. Warto mocniej docisnąć, by nie miało w sobie pęcherzy powietrza.

Piekę ok 20-25 minut – do momentu, aż brzegi zbrązowieją, chyba, że ktoś lubi taką mocniej przypieczoną wersję. Po wyciągnięciu z piekarnika należy zostawić do ostygnięcia i dopiero jak jest całkowicie zimne, a tym samym twardsze, przełożyć na deskę i pokroić. Ja kroję w prostokąty, przypominające kształt zwykłego batonika.

Batony idealnie sprawdzają się po biegu, jak i podczas wycieczek rowerowych, wypraw górskich. Można je bardzo długo przechowywać i nie twardnieją.

Smacznego!
Ania